Hej :)
Już wróciłam do Polski we wtorek tydzień temu o 3 rano :) Poznałam mega ludzi, mam super wspomnienia. Działo się tak wiele. I jak zawsze na pożegnaniu płacz. Strasznie tęsknie za wszystkimi!!! Each! Chciałabym tam wrócić. Byłam już 2 raz i zawsze jest super. heh Do opowiadania mam kilka historii. :)
I.
Czas wracać do domu. zatrzymaliśmy się na obiad w karczmie i jak to nasz Robert zawsze coś wymyślił. Heh. Że nie mógł zjeść już więcej kotleta zabrał go w chusteczce do kieszeni ::) co za typ ;) zawsze coś wymyśli. hahahahhhahaha
II.
Jesteśmy na pokazie dzikich ptaków. Tylko, że nie ma tłumacza. Fajnie, że wszystko z koleżankami rozumiałyśmy :) wiec ja z Asia z nudów tłumaczyłyśmy sobie co pani mówi. Tyle się o niej dowiedziałyśmy :) hahahahahaha w ciagu 60 minut poznałyśmy full biography tej Pani. :) Wiecie ile miała chorób? Wow. była ślepa, głucha, miała raka, owsiki, downa. Ptak zabił jej córkę. I'll leave the rest for yourself ;)
III.
The line park. Nie było tak źle, dwa lata temu o wiele gorzej. :)) przeszłam w ciągu 2 godzin 3 trasy;) i później żałowałam, że to już koniec. :( Ale stres i adrenalina były. Czyli what I like. :)
IV.
Nie no nie może obyć się bez zgubienia się w ogromnym mieście :)) hahaha. Jak to ja. Schodzimy sobie z góry a że mi i koleżankom się nie chce no to idziemy na końcu. Za na mi miał być nauczyciel, ale pozwolił nam iść za nim. Więc szczęśliwe schodzimy sobie powolutku śmiejąc się, poprawiając makijaż i wg. Patrzymy grupa skręca w prawo. No ok. Po chwili my skręcamy. Patrzymy grupy nie ma. Nie no super. Idziemy dalej, może gdzieś skręcili jeszcze i ich zobaczymy za zakrętem. Doszłyśmy do skrzyżowania... nie ma. Kurcze... stresik już jest... ok w drógą strone może poszli... idziemy. no nie ma nigdzie nie ma... jak mogła nam zniknąć z oczu 60 osobowa grupa?! no teraz to już 56... ok zapytajmy kogoś... podchodzę i czy widziała może pani grupę gdzie było duzoo osób? Takkkk oczywiście tam poszli. Patrzymy rzeczywiście ogromna grupa.. ok szybko bo znów nam znikną.. biegniemy. podbiegamy... to nie nasi.... i taki szok. Co?! Dobra dzwonimy do nauczyciela i znajomych. Nikt nie odbiera... no nie.. jak można zgubić dzieci ?!( hahahahah taki burwels. Zdenerwowanie wzrasta)OK dodzwoniłam się.... do żony nauczyciela. Zadzwoni przekaże... nagle dzwoni koleżanka. Marta gdzie jesteś? wszyscy się martwią. Uffff emocje opadły. Znalezione :)
Kociaki wiecej Wam opowiem nastepnym razem poniewaz aktualnie zostal mi jeden dzien i chce dostac 5 z biologii. Wybaczcie *.* see you later :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz