Witajcie, znalazłam chwilę czasu, żeby napisać kolejnego posta.
Hmmm do czego tu zacząć ....
Mam Wam częściowo opowiadać historie z Anglii i wakacji. Może zacznę od tego, co już wspominała. Wspaniali ludzie.... Tak właśnie, bliżej poznałam kilku z nich ( Nicolas, jakiś arab--> nie napiszę imienia bo jakaś masakra nawet chyba nie pamiętam dobrze, Sebastian ), tak poza tym każdy był świetny. Z Sebastianem spędziłam ogrom wspaniałych chwile które do dzisiaj dobrze wspominam. W tym poście rozważam napisanie o Thrope Park ( nie była to najlepsza atrakcja... >.< gdyż ja mam lęk przed kolejkami, jednak inne atrakcje były całkiem spoko ) lub spacerem po centrum o 24. Jednak chyba zdecyduje się na Thrope park( zdjęcia pewnie doślę w oddzielnym poście któregoś dnia ). Tak więc w 1 tyg poznałyśmy z przyjaciółką Sebastiana. W niedzielę zaplanowaliśmy wyjazd to parku rozrywki - razem z moją kochaną rodzinką u której nocowałyśmy. Tak wiec o 8 rano wszyscy zebraliśmy się u nas w domu i wyruszyliśmy się ,, rozerwać''. Kiedy dotarliśmy do parku wszyscy oprócz mnie i cioci ( t.j. mój ojciec chrzestny-> Kris , Dawid-> kolega Marcina ( syn mojego ojca chrzestnego), Iga oraz Sebastian) ruszyli na pierwszą super kolejkę -> imitacja samolotu wojskowego ( z boku odlot ale mnie przerosło już na samym początku ^.^ ) ja w między czasie kupiłam sobie kubek wypełniony '' krwią'' a ciocia ( Jola )medal dla mężulka. Kiedy wrócili mieli miny, jakby ktoś ich próbował zabić. Iga z Sebą poszli od razu do toalety a więc ja dumna z siebie że tego uniknęłam zaczęłam się z nich śmiać --> jednak okazało się, że dla nich nie było tak źle:) byłam z nich dumna że dali rade. Kolejną atrakcją był zjazd kolejką po wodospadzie i powiem Wam że na to nawet ja się zgodziłam- w sumie to tylko ja i Iga bo reszta nie chciała być mokra ( tak kochani wpadało się do wody, a prędkość była taka duża że kiedy otwarty wagonik uderzał o zbiornik fala była tak duża, że ludzie stojący 3m od kolejki i obserwujący byli też mokrzy ;D ) W ogóle to chętnie podeślę Wam link Parku,może kiedyś się wybierzecie :)
Kiedy już wysychałam z Igą, wszyscy poszliśmy na wolny przepływ pontonami po '' rzece'' czułam się trochę jak na amazonce ;D po czym stwierdziliśmy, że warto coś zjeść i wtedy nastąpił ten moment... rozdzieliliśmy się. Ja Iga i Seba poszliśmy na burgera a moja rodzinka na jakiś obiad. Chciałabym Wam powiedzieć, że do końca pobytu w Parku już się nie odnaleźliśmy ;D Po drodze zgubiliśmy też Igę , która dołączyła do mojej rodziny. Tak więc zostałam ja i Seba. Jak to się stało? Po obiedzie poszliśmy na placówkę Angry birds... Iga stwierdziła, że chce pluszaka i musiała wejść po prostej linie do dzwoneczka żeby go dostać. A my na początku obserwowaliśmy a później stwierdziliśmy, że też idziemy coś zrobić poszliśmy na Walki Na Wysokości w stylu angry birds. Wchodziliśmy na przeciwległe wierze połączone jedną deską ( w sumie balą z materiału okrągłą, wąską, żeby było trudniej utrzymać równowagę )mieliśmy kaski Angry Birdsów ^.^ i kije do walki ( oczywiście wszystko było wykonane z materiałów miękkich ) Założyliśmy się że ten kto wygra ten nie płaci. Polegało to na tym że wychodziliśmy na tę balę i biliśmy się tymi '' kijami'' mieliśmy zepchnąć przeciwnika na dół --> pod spodem był bardzoooooo gruby materac więc spadek był jak w puch ( skąd wiem? .... taaa przegrałam! <3 ), w tym też czasie Iga wróciła do mojej rodziny a my z Sebą zostaliśmy sami. Po super bójce stwierdziliśmy, że idziemy na samochodziki na prąd a potem trafiliśmy do dzielnicy niczym jakiś stary jarmark, gdzie płaciłeś za pięć rzutów albo inną atrakcję by zdobyć jakiegoś pluszaka. Sebastian wygrał donata wielkiego różowego! Oczywiście jak ja chciałam takiego to nikomu się nie udało go zdobyć. Potem walczyliśmy o minionka niestety nikt kto nie wybrał a później o jeszcze jakiegoś pluszaczka. :) Mając już donata, Sebastian poczuł się spełniony ( tylko an chwilę ) i poszliśmy dalej. Trafiliśmy na wielką huśtawkę ---> taka co huśtała się 360 stopni. Jakby wielka łódź wybijająca się tak wysoko że stawała w pionie i spadała z drugiej strony---> ZMUSIŁ MNIE. Tak więc ja z zamkniętymi oczyma darłam się najgłośniej jak mogłam, on się śmiał a jakaś Pani prawie dostała zawału. Pozdrawiam.
Następnie kiedy zdążyłam go już pobić i zabić 3 razy, powiedział, że ja mogę wybrać atrakcję. Co wybrałam? Atrakcję z której mam kubek z krwią.... wagon duchów. Staliśmy w kolejce jakieś 40 minut kiedy okazało się, że jest awaria.... dali nam fast tracki ale było już za późno, żeby czekać na możliwość wejścia. Nagle Iga do mnie zadzwoniła i się odnaleźliśmy. Poszliśmy zawalczyć jeszcze raz o donata i minionka ( serio wydaliśmy tam chyba pojedynczo po 200 zł ) i nadal go nie mam.... do tej pory. Iga ostatni raz jak rzucała po minionka była bardzo zdenerwowana- bo kilka razy udało jej się a wredny facet zawsze znalazł coś żeby nie zaliczyć jej. Więc kochana Iga zamachnęła się bardzzooooooo mocno i ....
nie trafiła w puszki.
W zamian za to trafiła w '' brylanty '' sprzedawcy tak, że ten zaczął się zwijać z bólu a każdy kto tam stał sikał ze śmiechu. Seba stał kilka metrów dalej bo wstydził się podejść ( sprzedawca na jego widok się do razu śmiał, gdyż rzucał z 10 razy i ani razu mu się nie udało ) jednak on też to widział jak i ja, która stała kilka stoisk dalej i rzucała do donata- i wszyscy padliśmy ze śmiechu. Możecie wyobrazić sobie jego minę, kiedy dostał tak silną piłkę od dziewczyny, której nachalnie wmawiał, że nie trafiła do puszki :) ^.^ xD
Tak więc nie mieliśmy minionka, był jeden donat i brak prawie 600 zł... jednak satysfakcja i dobre wspomnienia, są o wiele bardziej cenne. Wróciliśmy do domu, ja odprowadziłam Sebastiana i wróciłam do domu na piwko :)
Koniec # Part # One. :) Mam nadzieję, że połapiecie się o co chodzi w historii i Wam się spodoba.
A tu podsyłam link do parku oraz zdjęcie z donatem.
P.S tak w ogóle wiecie, że 5.11 miałam 18 urodziny? :) Taaaak jestem już legalnie hot 18 ^.^ impreza była, krótko mówiąc '' zajebista'' - sorry za to słówko ale nie da się inaczej tego opisać to jest coś nie zapomnianego, coś co się nigdy nie powtórzy. Robiłam urodziny w coctail bar g20 :) dobre piwo, wódka, szampan i muzyka a co najważniejsze klimat. Co ciekawe moje spóźnialstwo doprowadziło do tego, że moim kochani goście z Jadwigi którzy przyszli na czas, pomagali wieszać balony ;D ahahahaha ale myślę , że nie mają mi tego za złe i również wierzą, że impreza była super. Mówiąc Wam w tajemnicy ( tajemnica w internecie- dobry żart ) Wieczór przed 18 poszłam na piwo.. i kiedy w barze o 24 dowiedzieli się, że mam 18 zaczeli śpiewać mi sto lat i stawiać shooty --> końcowo byłam pijana... oszczędzając szczegółów, w dzień prawdziwych urodzin, leżałam w łóżku zgonując z kaca i myślałam, że na moją imprezę pójdę w dresach i rozciągniętej bluzie ;) Starsi czytelnicy, myślę, że domyślają się jak do tego doszło i wiedzą jakie przyjazne są toalety w barach ;)
https://www.thorpepark.com/
pierwsze zdjęcie to kolejka samolotowa, a trzecie to mój nawiedzony pociąg który muszę jeszcze dowiedzić. :))

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz